Spis treści
Monika Richardson o zasadach polskiego show-biznesu. Była gwiazda TVP nie ma żadnych złudzeń
Obecność Moniki Richardson w rodzimych mediach trwa już nieprzerwanie od przeszło trzech dekad. Choć widzowie doskonale kojarzą ją z wielu flagowych formatów nadawanych na antenach Telewizji Polskiej, obecnie dziennikarka całkowicie przeniosła swoją aktywność zawodową do internetu, gdzie z zaangażowaniem rozwija w pełni autorskie przedsięwzięcia.
Podczas występu w cyklu "Stare zdjęcia gwiazd" Monika Richardson postanowiła obnażyć mechanizmy, które od lat bezwzględnie sterują rynkiem rozrywkowym. Prezenterka absolutnie nie ukrywa, że medialne środowisko potrafi być niezwykle wyrachowane i brutalne dla pracowników.
Show-biznes to jest przede wszystkim biznes. Podchodzisz do tej osoby, do której powinieneś, w tym czasie, w którym powinieneś, uśmiechasz się – trzeba mieć ogromne wyczucie, żeby utrzymać się tyle lat, co ja. Ale trzeba mieć też taką intuicję, która mówi: "Z tym nie zadzieraj", "Tej nie bierz pod włos", "Z tym z szacunkiem" i trzeba się tego nauczyć, najczęściej, na własnych błędach
– powiedziała w podcaście.
Zobacz także: Monika Richardson zdradza, ile zarabiała w telewizji publicznej. Padła szokująca kwota!
Monika Richardson nagle znikała z grafiku w TVP. Zwolnienia zawsze były owiane tajemnicą
Była twarz telewizji publicznej wprost przyznała, że podczas swojej imponującej drogi zawodowej regularnie doświadczała sytuacji, gdy z dnia na dzień traciła miejsce na antenie. Co najbardziej uderzające, przełożeni z reguły unikali bezpośredniego komunikowania decyzji o zwolnieniu. Prezenterka podkreśliła, że kuluarom telewizyjnym od zawsze towarzyszyły niezwykle trudne i mocno obciążające emocje.
Tam zawsze było mnóstwo łez, mnóstwo rozczarowań, żalu i przegapionych szans. I mnóstwo sytuacji, w których ktoś w odpowiednim momencie spotkał się wzrokiem z dyrektorem, który decydował i dostał, co chciał. I sprawdził się potem, ale ktoś musiał dać mu szansę
– dodała z nostalgią.
Monika Richardson usunięta z programu przez "martwe oczy". Kuluarowe intrygi niszczyły kariery w TVP
Szczególne miejsce w pamięci dziennikarki zajmuje kuriozalny incydent, w wyniku którego niespodziewanie wykreślono ją z realizowanego na bieżąco grafiku. Bezpośrednią przyczyną poważnej zawodowej degradacji miała być nieprzychylna uwaga na temat jej twarzy, wypowiedziana przez wpływową osobę.
Ja na przykład wiedziałam, kto powiedział, że mam »"martwe oczy". Dowiedziałam się, że mam martwe oczy i zostałam zdjęta z anteny. To było coś, co przyszło z korytarza i wiedziałam, że to powiedziała kochanka dyrektora Dwójki. Ale nie miałam dowodu i nie mogłam powiedzieć: "Jak mogłaś tak o mnie powiedzieć?!", pójść i skonfrontować się z tą osobą. Ja się właśnie dowiedziałam, że nie ma mnie w grafiku, bo mam "martwe oczy" – "mówi się na korytarzu". To jest coś, z czym bardzo trudno walczyć. Tak jak dziś z kulturą pomówienia
– wyznała przed mikrofonem Monika Richardson.
Nie przegap: Monika Richardson zaskoczyła stylizacją na finale "Tańca z Gwiazdami". Cekiny i... brudne sneakersy
Mimo upływu długich lat od tych bolesnych wydarzeń Monika Richardson wprost zaznacza, że tak trudne zderzenie z szarą rzeczywistością początków kariery wymusiło na niej budowę grubej skóry i dokładnie zobrazowało patologiczne układy, jakimi zza kulis potrafi rządzić się świat szklanego ekranu.