Spis treści
Długie mistrzostwa Europy budzą wątpliwości
Aby sięgnąć po złoto, polscy siatkarze musieli stanąć na parkiecie aż dziewięciokrotnie. W fazie grupowej rywalizowali w sześciozespołowym zestawieniu, co spotkało się z krytyką zarówno zawodników, jak i fanów. W pierwszych czterech potyczkach – przeciwko Portugalii, Macedonii Północnej, Izraelowi oraz Ukrainie – dysproporcja sił była ogromna, a Biało-czerwoni z łatwością wygrywali. Podobny, niezbyt wymagający scenariusz miał miejsce w rundzie pucharowej podczas starć z Łotwą i Niemcami.
Nikola Grbić oburzony harmonogramem finałów. Wskazał na absurdalną decyzję
Rozgrywki mocno się przeciągały, co odczuli kibice. Czas trwania mistrzostw wynikał z powiększenia grona uczestników do 24 drużyn, które podzielono na cztery grupy. Każda z reprezentacji miała do rozegrania po pięć spotkań w pierwszej rundzie. Dodatkowym wyzwaniem były podróże, ponieważ turniej gościł w czterech różnych państwach, co wymagało dodatkowego czasu kosztem regeneracji sił.
To jest problem małych federacji, reprezentacji, które nie mają dobrych wyników, nie mają znaczącej tradycji, nie mają możliwości gry w Lidze Narodów. Dla nich grać w mistrzostwach Europy to jest fantastyczne doświadczenie. I ja rozumiem to, że jeśli CEV chce rozwijać siatkówkę, to jest dobry pomysł, żeby oni grali. Bo jeśli nie, to będą grać w Lidze Europejskiej i tyle plus towarzyskie mecze. Ale ja wiem, że jeśli ty chcesz być lepszym, to musisz grać z mocnymi przeciwnikami, musisz grać w Lidze Narodów, bo wtedy jest dużo meczów, w których ty musisz się nauczyć grać. I potem poziom będzie lepszy, z każdym sezonem
– wyjaśnił szkoleniowiec polskiej kadry, Nikola Grbić.
Postulat zmian od Nikoli Grbicia
Większa liczba uczestników stanowi spore wyzwanie dla drużyn walczących o najwyższe cele. - Czasami jest nam trudno grać dużo meczów. Jest trudno w mistrzostwach Europy, które trwają trzy tygodnie. Bo jest bardzo ciężko zostać na tym samym poziomie trzy tygodnie. Grasz jeden mecz w grupie, który jest ważny, potem masz dwa spotkania, które nie mają znaczenia. Jest trudno nam, trenerom i zawodnikom, ogarnąć wszystko, żeby forma była coraz lepsza aż do końca turnieju. Tak było też w ostatnich mistrzostwach świata, masz przerwę cztery dni, potem grasz dwa najważniejsze mecze w mniej niż 24 godziny - analizował serbski szkoleniowiec. Choć sama liczba zespołów nie jest dla niego kluczowym problemem, inna sprawa irytuje go znacznie bardziej. Szkoleniowiec ma jasny pomysł dotyczący ME.
Myślę, że to, co dana organizacja, FIVB czy CEV, musi zrobić, to żeby grać półfinał, dzień przerwy, a potem mecze o medale. Bo jeśli ty grasz o godz. 21 i następnego dnia musisz grać o 15, bo przegrałeś półfinał, to nie jest dobrze. Wymówką jest, że od 30, 50 lat tak gramy. Nie, zmieniamy dużo rzeczy, które są mniej ważne. Bardzo często. A to rzecz, która według mnie decyduje, czy zdobędziesz medal w danym turnieju
– zaznaczył trener reprezentacji Polski.