Spis treści
Tragedia na warszawskim Okęciu
Odejście 29-letniej Anny Jantar wywołało w kraju ogromne poruszenie. Artystka zginęła podczas tragicznego lotu 14 marca 1980 roku, jednak wiele wstrząsających informacji dociera do nas dopiero teraz. Jerzy Dziewulski, zmarły w wieku 81 lat były dowódca oddziału antyterrorystycznego, w tamtym czasie pełnił służbę na warszawskim porcie lotniczym. Zjawił się on na miejscu rozbicia samolotu w błyskawicznym tempie. Jak sam przyznał, osobiście ujrzał szczątki legendarnej piosenkarki.
Zobacz także: Ostatnie zdjęcia Anny Jantar. Powstały na krótko przed jej tragiczną śmiercią
"Ten obraz nie znika z mojej pamięci"
- przekazał w rozmowie z "Super Expressem" krótko przed swoją śmiercią.
Publiczność w Polsce mogła czuć się niezwykle uprzywilejowana, mając tak wspaniałą wokalistkę. Jej przeboje królowały na listach, zyskując status kultowych. Do jej największych szlagierów należą takie utwory jak: "Tyle słońca w całym mieście", "Nic nie może wiecznie trwać", "Staruszek świat", "Najtrudniejszy pierwszy krok", "Za każdy uśmiech" czy "Wielka dama tańczy sama". Trudno o osobę, która nie zgodziłaby się ze stwierdzeniem, że była ona najjaśniejszą postacią krajowej sceny muzycznej w latach 70.
Złamane życie i przerwane plany gwiazdy
Jej potencjał pozwalał na osiągnięcie sukcesu w wymiarze międzynarodowym. Anna Jantar występowała przed publicznością w takich państwach jak Stany Zjednoczone, Kanada oraz Niemcy. To właśnie powrót z zagranicznych wojaży przyniósł fatalny finał. W połowie marca wracała do domu z dwumiesięcznej trasy po Ameryce. Na warszawskim lotnisku mieli przywitać ją mąż oraz maleńka, wówczas zaledwie czteroletnia córka – Natalia Kukulska. Dziewczynka miała przygotowany dla mamy bukiecik. Zamiast radosnego powitania doszło do dramatu – uderzenie Ił-62 w ziemię pozbawiło życia wszystkie osoby znajdujące się na pokładzie, w związku z czym Natalia straciła mamę na zawsze.
Jerzy Dziewulski o trudnych przeżyciach z miejsca zdarzenia
O tych wstrząsających chwilach Jerzy Dziewulski napisał w publikacji "O terrorystach w Polsce". Jego jednostka miała za zadanie interweniować przy wszelkich kryzysach w obrębie Okęcia. W chwili katastrofy dotarł do szczątków samolotu w zaledwie 45 sekund.
"Ciał zniszczonych, zmaltretowanych, zamordowanych widziałem wiele w swoim życiu, bo pracowałem w wydziale kryminalnym. Ale obrazu tej katastrofy nie zapomnę nigdy. Obraz zewnętrzny tej katastrofy był kompletnie surrealistyczny. Po rozbiciu było bardzo dużo kurzu, odłamki latały bardzo wysoko w powietrzu i zobaczyłem rzecz niewiarygodną - topole wysokie na kilkadziesiąt metrów, a na nich zawieszone wielobarwne tiule, którymi handlowały stewardesy, wisiały na drzewach niczym sztandary"
- relacjonował w przeszłości Dziewulski.
Według jego opisu siła zderzenia sprawiła, że zapięte pasy w samolocie przecinały ludzi na pół.
"Ciała stały, nie leżały, tylko stały, jakby były wkopane w ziemię. To było przerażające!"
- dzielił się swoimi wspomnieniami, zaznaczając przy tym, z jak ogromnym szokiem wiązała się informacja, że w samolocie znajdowała się uwielbiana przez rodaków gwiazda estrady.
"Dobiła mnie sytuacja, kiedy dostałem sygnał, będąc na miejscu wśród tych ciał, że wśród pasażerów jest reprezentacja USA w boksie i konkretny sygnał od dyżurnego, który powiedział: "Słuchaj, na pokładzie jest Anna Jantar" - wspominał Dziewulski. - Ona była w szczycie sławy... Zobaczyłem znaną gwiazdę w sytuacji, w której człowiek, nawet ja, gliniarz, który widział wiele trupów, doznaje takiego wstrząsu, który jest do dziś... Gdy tylko słyszę coś o jakiejś katastrofie lotniczej, do mnie natychmiast to wszystko wraca"
- wyjawił w poruszających słowach.
Widok Anny Jantar po uderzeniu samolotu o ziemię
Mężczyzna odnalazł wśród wraku zwłoki artystki.
"Gdy powiedziano mi, że na pokładzie jest Jantar, to otwarcie powiem, że dokładnie przyjrzałem się tym ludzkim szczątkom. Jej twarzy nie można było rozpoznać, bo była zakryta włosami. Ale miała charakterystyczne, piękne, gęste włosy. I wyglądała, jakby próbowała założyć na siebie albo na ramię takie krótkie, rude futerko. Jakby była przygotowana do lądowania. Ten obraz nie znika z mojej pamięci"
- opisał całą sytuację redakcji "Super Expressu" były funkcjonariusz.