Bye, bye clean girl. Perfekcyjny makijaż zastąpi trend „messy make-up” 

Idealnie wygładzona skóra, perfekcyjna kreska i zero przypadku? Ten rozdział w makijażu uważamy już za zamknięty. W 2026 roku estetyka "clean girl" ustępuje miejsca "messy make-up" – trendowi, który celebruje kontrolowany chaos, niedoskonałość i wyrazistość.

Bye, bye clean girl. Perfekcyjny makijaż zastąpi trend „messy make-up”

i

Autor: Pexels.com

Jeszcze niedawno makijaż miał wyglądać tak, jakby go wcale nie było. Gładka cera, subtelny błysk, wszystko na swoim miejscu. Teraz wahadło odbija w drugą stronę. "Messy make-up" wchodzi do gry bez przepraszania i bez ambicji bycia idealnym. Rozmazana kreska, cień wychodzący poza powiekę, róż nałożony odważniej niż wypada. To nie błąd, tylko zamierzony efekt.

Nowy trend coraz śmielej przebija się w mediach społecznościowych, ale nie wygląda jak chwilowa zachcianka. To raczej zmęczenie perfekcją i próbą ciągłego dopasowywania się do jednego, bezpiecznego kanonu. 

Czym właściwie jest "messy make-up"? 

To makijaż, który sprawia wrażenie niedokończonego. Jakby ktoś wyszedł z domu w pośpiechu albo poprawiał się w lustrze windy. Eyeliner nie jest idealnie równy, usta mają nieregularny kontur, a cienie żyją własnym życiem. I dokładnie o to chodzi.

W opozycji do estetyki "clean girl", gdzie każdy detal był pod kontrolą, "messy make-up" stawia na swobodę i indywidualność. Nie ma tu jednej instrukcji ani checklisty, jest za to przestrzeń na eksperyment, błąd i na pełną swobodę. W ten sposób makijaż przestaje być dekoracją, a zaczyna być formą ekspresji.

Powrót do makijażowego buntu

Ten trend nie wziął się znikąd. Jego DNA sięga lat 90., kiedy rozmazane czarne kreski, matowa cera i "zjedzona" szminka były manifestem, a nie modową wpadką. Makijaż był wtedy sprzeciwem wobec narzuconych standardów i sposobem na pokazanie charakteru.

Później przyszły kolejne fale – imprezowa estetyka z przełomu lat 2000., nonszalancki glam, indie sleaze. Dziś "messy make-up" wraca w nowej odsłonie, napędzany nostalgią i potrzebą autentyczności. 

Jak wygląda "messy make-up" w praktyce? 

Skóra – naturalna, ale nie wygładzona do granic możliwości

Zamiast ciężkiego konturowania wystarczy lekkie wyrównanie kolorytu. Cera może być satynowa albo delikatnie matowa. Piegi, drobne zaczerwienienia czy nierówności nie są wrogiem. Tu nie chodzi o efekt porcelany.

Oczy – serce całego makijażu

Rozmazany eyeliner to absolutna podstawa. Najlepiej taki, który można rozetrzeć palcem, bez linijki i poprawiania w nieskończoność. Cienie w ciemniejszych tonach – grafit, brąz, bordo – nałożone nieidealnie, czasem nawet trochę za daleko, poza linią. Im mniej perfekcji, tym lepiej.

Róż i bronzer – odważniej niż zwykle

Róż nałożony wysoko na policzki, przeciągnięty w stronę skroni albo nosa, dodaje całości charakteru. Nie musi być perfekcyjnie roztarty. Ma wyglądać, jakby powstał trochę przypadkiem.

Usta – efekt "zjedzonej szminki"

Precyzyjny kontur schodzi na dalszy plan. Pomadkę warto wklepać palcem, zostawić nierówne brzegi, postawić na głębsze, przydymione kolory. Usta mają wyglądać na "po przejściach", nie świeżo pomalowane.

Makijaż to nie wszystko. Liczą się też włosy

"Messy make-up" nie lubi idealnie ułożonych fryzur. Pasują do niego włosy w lekkim nieładzie, luźne upięcia, kosmyki żyjące własnym życiem. Ważne jest tylko jedno: chaos ma być kontrolowany. Pamiętaj jednak: granica między nonszalancją a wrażeniem totalnego bałaganu bywa cienka.

Perfekcyjny makijaż nie znika całkowicie, ale przestaje być jedyną słuszną opcją. W 2026 roku w świecie beauty robi się luźniej, głośniej i bardziej po ludzku. A "messy make-up"? Zostaje na dłużej. I udowadnia, że właśnie w tej niedoskonałości kryje się świeżość.

FB ROZRYWKA_Małgorzata Kożuchowska pokazała się bez makijażu. Przepiękna?