Maja Chwalińska walczy o główną drabinkę Wimbledonu
Przełom maja i czerwca przyniósł gigantyczny rozgłos polskiej tenisistce. Zaczynając zmagania w Roland Garros ze 114. lokaty, po awansie do decydującego starcia zameldowała się na 21. miejscu w zestawieniu WTA. Przepustkę do paryskiego turnieju wywalczyła po ciężkich kwalifikacjach. Obecne przepisy wymuszają na niej dokładnie taką samą drogę przed Wimbledonem. Może się to wydawać absurdalne w świetle jej niedawnych sukcesów we Francji, jednak regulamin jest bezlitosny. Ominięcie tego etapu umożliwiłoby wyłącznie przyznanie Mai Chwalińskiej dzikiej karty przez organizatorów. Sama zawodniczka zbytnio na to nie liczyła, lecz najnowsze przecieki napawają optymizmem.
Kamil Majchrzak przechodzi do historii! Polski tenisista z pierwszym triumfem w turnieju ATP
Zdjęcia: Maja Chwalińska w pełnym makijażu
Dziką karta jednak dla Mai Chwalińskiej?
Dziennikarze portalu Fakt.pl dotarli do działacza z tenisowego środowiska, znającego procedury przyznawania dzikich kart. Jego słowa dają ogromną nadzieję. Czy szanse Mai Chwalińskiej na grę w Wimbledonie mocno wzrosły?
Chwalińska zrobiła bardzo dobre wrażenie na Brytyjczykach swoją skromnością. Tym, że poprosiła i nie naciskała. Oni zwracają na takie rzeczy uwagę i naprawdę nie lubią, kiedy ktoś się wtrąca. To trochę tak, jakby wpraszać się do kogoś na przyjęcie. Ważny jest również fakt, że Maja wzięła sprawy w swoje ręce. W przypadku Lois Boisson to francuska federacja zwróciła się z prośbą o dziką kartę. Maja, z tego co słyszałem, zrobiła to sama (oficjalnie zrobił to również w jej imieniu Polski Związek Tenisowy - red.). Napisała list do organizatorów, w którym poprosiła o dziką kartę. To też może mieć znaczenie
Taka relacja ukazuje inne oblicze tenisistki. Maja Chwalińska unikała szumu, podejmując za kulisami konkretne kroki. Patrząc na wybitną formę Polki, specjalne zaproszenie do turnieju głównego po prostu się jej należy.