- Mistrzowie Polski pożegnali się z kwalifikacjami do piłkarskiej Ligi Mistrzów, ulegając po serii rzutów karnych ekipie Aarhus GF.
- Klub ze stolicy Wielkopolski nie obronił bezpiecznej zaliczki 4:1 wypracowanej podczas pierwszego starcia na duńskiej ziemi.
- Szkoleniowiec poznańskiej drużyny, Niels Frederiksen, nie ukrywa ogromnego rozczarowania tym szokującym niepowodzeniem.
Niels Frederiksen zabiera głos po kompromitacji Lecha Poznań w kwalifikacjach do Ligi Mistrzów
Drugie starcie przy Bułgarskiej wydawało się zaledwie drobną przeszkodą do pokonania, tymczasem zamieniło się w potężną wpadkę trwale zapisaną na kartach polskiego futbolu. Zespół ze stolicy Wielkopolski zmarnował fantastyczny zapas 4:1 przywieziony z Danii i sensacyjnie uległ rywalom 0:3 przed własnymi kibicami. Trafienie zdobyte w dogrywce nie uratowało gospodarzy, ponieważ wkrótce na tablicy wyników pojawiło się 1:4. Konkurs rzutów karnych lepiej wytrzymali przyjezdni z Aarhus, zapisując się na kartach Ligi Mistrzów jako pierwsza drużyna, która przeszła dalej po porażce różnicą trzech goli na własnym terenie.
Ekstraklasa: Znamy pierwszego lidera nowego sezonu! Zagłębie ograło Piasta na koniec kolejki
„Jesteśmy ogromnie zawiedzeni. Jeśli masz zaliczkę 4:1 z wyjazdowego spotkania, to nie powinieneś przegrać u siebie 1:4. Pracuję w tym zawodzie ponad 30 lat, przytrafiło mi się kilka bolesnych porażek, ale ta z pewnością jest jedną z największych” – skomentował po gwizdku opiekun wielkopolskiego klubu, Niels Frederiksen.
Złamany nieoczekiwanym obrotem spraw szkoleniowiec z Danii zaznaczył jednocześnie, że powodów potężnego niepowodzenia trzeba szukać zupełnie gdzie indziej, a jego zawodnicy absolutnie nie zlekceważyli groźnego przeciwnika z Danii.
„Nie widziałem na pewno jakiegoś lekceważenia przeciwnika ze strony moich piłkarzy. Bardzo ciężko pracowaliśmy, ale nie potrafiliśmy wznieść naszej gry na wysoki poziom. Brakowało nam odpowiedniej jakości w grze z piłką, ale teraz trudno mi znaleźć tego przyczynę. W pierwszym meczu byliśmy bardzo efektywni, potrafiliśmy większość okazji zamienić na bramkę. Dziś to nasi rywale okazali się wyjątkowo skuteczni, bo w całym meczu tych szans bramkowych moim zdaniem było po równo” – ocenił surowo trener Lecha Poznań w pomeczowej wypowiedzi przytoczonej przez agencję PAP.
Awansujący ostatecznie zespół z Aarhus skrzyżuje teraz rękawice z mistrzowską drużyną z Azerbejdżanu, Sabah Baku, której barwy na co dzień reprezentuje polski zawodnik Tymoteusz Puchacz.
Kiedy zagrają Polacy? Znamy potencjalnego rywala siatkarzy w Lidze Narodów
„To jest naprawdę mocny zespół, w pierwszym meczu grając w dziesięciu potrafił nas zepchnąć do defensywy i strzelić nam gola. Uważam, że Aarhus było jedną z najmocniejszych drużyn, na które mogliśmy trafić. Natomiast kolejni rywale, przy całym szacunku wobec tych ekip, wydawali się być bardziej dla nas osiągalni” – przypomniał z goryczą Niels Frederiksen, analizując siłę duńskiego rywala.
Najlepszemu polskiemu zespołowi ubiegłego sezonu pozostaje teraz zaledwie rywalizacja o udział w rozgrywkach Ligi Europy. Podczas trzeciej rundy tych eliminacji poznański Lech stanie naprzeciw drużynie KI Klaksvik z Wysp Owczych, która została wyeliminowana w środowym starciu Ligi Mistrzów przez litewski Żalgiris Kowno.
„Nadal mamy swoje ambicje, ale niestety nie będzie to już Liga Mistrzów. Postaramy się powalczyć o Ligę Europy, która byłaby i tak krokiem do przodu porównując do poprzedniego sezonu. Musimy wziąć odpowiedzialność i odpowiednio zareagować już w najbliższym meczu w ekstraklasie” – podsumował najbliższe plany poznańskiego zespołu Niels Frederiksen.
