Pamiętacie ten charakterystyczny, pulsujący wstęp, który od pierwszych nut wywołuje gęsią skórkę i przenosi nas prosto do złotych lat polskiej piosenki? Utwór "Nic nie może wiecznie trwać" do dzisiaj brzmi absolutnie wyjątkowo, choć kryje w sobie historię pełną pasji, odwagi i poruszającego splotu wydarzeń. Na przełomie lat siedemdziesiątych Anna Jantar bardzo czuła, że potrzebuje nowej muzycznej drogi. Chciała zerwać z dotychczasowym wizerunkiem estradowej piosenkarki i nagrać coś bardziej nowoczesnego, dojrzałego oraz ambitnego pod względem aranżacyjnym. Szukała brzmienia, które tchnęłoby powiew świeżości w jej repertuar. Właśnie wtedy w jej życiu pojawili się Romuald Lipko oraz Andrzej Mogielnicki. Kompozytor z Budki Suflera podjął spore ryzyko, ponieważ nigdy wcześniej nie pisał piosenek dla wykonawców spoza swojego macierzystego zespołu.
Dlaczego ten utwór zmienił wszystko?
Słuchacze oszaleli na punkcie nowej, pełnej charyzmy odsłony swojej ulubionej wokalistki. W plebiscycie słuchaczy kultowego Studia Gama utwór bezapelacyjnie wyprzedził konkurencję i zdobył tytuł piosenki roku 1979. Dla Romualda Lipki był to jasny dowód na to, że jego kompozytorski talent wykracza daleko poza rockowe rejony Budki Suflera. Andrzej Mogielnicki stworzył z kolei tekst, który idealnie trafiał w słodko-gorzkie emocje i nostalgiczne tony. Chyba każdy z nas pamięta to uczucie, gdy słuchał tej kompozycji z płyt winylowych lub starych kaset magnetofonowych. To była muzyka na światowym poziomie, która w niczym nie ustępowała zachodnim produkcjom pop tamtych lat. Te syntezatorowe motywy i dojrzały wokal do dziś nie zestarzały się ani trochę.
Jak wyglądały kulisy nagrania w lubelskim studiu?
W styczniu 1979 roku Anna Jantar przyjechała do Lublina w towarzystwie Andrzeja Mogielnickiego. W lokalnym studiu nagraniowym czekały już gotowe podkłady instrumentalne, które muzycy Budki Suflera szlifowali przez kilka wcześniejszych dni. Atmosfera podczas pracy była niezwykle twórcza i pełna ekscytacji. Artystka weszła do kabiny wokalnej, stanęła przed mikrofonem i zarejestrowała swoje partie. Wszyscy obecni na miejscu natychmiast wiedzieli, że są świadkami powstawania prawdziwego przeboju przesyconego nową energią. Połączenie nowoczesnego brzmienia, potężnej sekcji rytmicznej i ciepłego, niezwykle szlachetnego głosu Ani dało piorunujący efekt. Piosenka błyskawicznie trafiła na anteny radiowe i opanowała całą Polskę.
Galeria: Natalia Kukulska pokazała, jak dziś wyglądałaby Anna Jantar
Czy słowa piosenki stały się tragicznym proroctwem?
Nikt wtedy nie przypuszczał, że ten gigantyczny sukces okaże się jednym z ostatnich rozdziałów w karierze utalentowanej artystki. Zaledwie rok po premierze nagrania, w marcu 1980 roku, Anna Jantar zginęła w tragicznej katastrofie lotniczej. Słowa napisane przez Mogielnickiego nabrały wówczas całkowicie nowego, przejmującego wymiaru dla milionów Polaków. Refren mówiący o tym, że nic nie może przecież wiecznie trwać, zaczął brzmieć jak ciche, przeczute pożegnanie ze sceną. I choć los przerwał jej życie zbyt wcześnie, to twórcza pasja przetrwała próbę czasu. Dziś, gdy włączamy ten utwór, wciąż czujemy tę samą magię, wielką energię i niezatarty ślad jej talentu.