Jeszcze niedawno ognista czerwień była bezpiecznym wyborem na każdą okazję. Teraz jednak coraz częściej ustępuje miejsca odcieniom ciemniejszym, bardziej "dorosłym". Bordo, burgund, winna czerwień – te nazwy padają jak mantra w rozmowach stylistek paznokci i klientek. To kolor, który nie krzyczy, ale mówi dużo. I robi to z klasą.
Winna czerwień zamiast klasyki
Odcień czerwonego wina ma w sobie coś, co trudno podrobić. Jest głęboki, lekko przygaszony, a przy tym nadal bardzo kobiecy. Pasuje zarówno do minimalistycznych stylizacji, jak i tych bardziej wyrazistych. Dobrze odnajduje się przy krótkich paznokciach, ale na dłuższych wygląda wręcz spektakularnie. Co ważne – nie nudzi się po dwóch dniach noszenia, a to w manicure bywa kluczowe.
Kolor, który rządzi zimą
Początek roku sprzyja ciemniejszym barwom. Grube swetry, wełniane płaszcze, stonowana paleta kolorów w garderobie – winna czerwień idealnie się w to wpisuje. Daje efekt dopracowania, nawet gdy reszta stylizacji jest dość prosta. Wystarczy jeden rzut oka na dłonie i wiadomo, że wszystko jest na swoim miejscu. Bez przesady, bez błysku na siłę.
Mat czy połysk? Tu nie ma złych wyborów
Ten kolor dobrze nosi się w różnych wykończeniach. W macie wygląda nowocześnie i nieco surowo, w połysku – bardziej klasycznie, wręcz wieczorowo. Coraz częściej pojawia się też w wersji z delikatnym zdobieniem: cienką linią, mikroskopijnym akcentem złota albo subtelnym ombre. Nic krzykliwego, raczej detal dla uważnych.
Winna czerwień to nie chwilowa fanaberia, ale trend, który ma solidne podstawy. Jest elegancka, praktyczna i pasuje do rytmu pierwszych miesięcy roku. Nie wymaga ekstrawagancji, a mimo to przyciąga spojrzenia. Wszystko wskazuje na to, że początek roku należy do odcienia czerwonego wina. Spokojniejszego, głębszego, bardziej wyrafinowanego. Takiego, który nie musi się narzucać, żeby zostać zauważonym.