Trenuję w domu z aplikacją Apple Fitness+. Moje wrażenia

Jeszcze kilka lat temu wydawało mi się, że porządny trening da się zrobić tylko w klubie fitness. Głośna muzyka, sala pełna ludzi i trener stojący kilka metrów dalej – to był dla mnie prawdziwy sport. A potem przyszły dni, kiedy zwyczajnie brakowało czasu, energii lub motywacji. Na szczęście, w odpowiedniej chwili odkryłam Apple Fitness+ - aplokację, która od kilku tygodni regularnie ratuje mój plan treningowy. Czy warto i kto skorzysta najbardziej?

Apple Fitness+

i

Autor: Archiwum prywatne
Apple Fitness +

i

Autor: Archiwum prywatne

Nie zawsze mam czas, żeby po pracy jechać przez pół miasta na zajęcia. Czasem po prostu nie mam ochoty wychodzić z domu, szczególnie po wyjątkowo ciężkim dniu. I właśnie wtedy odpalam aplikację na moim iPhonie, rozwijam matę i ćwiczę we własnym tempie - bez presji i bez patrzenia kątem oka na innych.

To chyba największy plus Apple Fitness+ – wygoda. Trening mogę zrobić rano przed pracą, wieczorem albo nawet w środku dnia, kiedy mam chwilę oddechu. Nie muszę dopasowywać się do grafiku klubu fitness, bo to aplikacja dopasowuje się do mnie.

Treningów jest tyle, że trudno się znudzić

Przyznam szczerze – myślałam, że po tygodniu czy dwóch wszystko zacznie wyglądać tak samo. Tymczasem biblioteka treningów jest naprawdę ogromna i cały czas dochodzą nowe materiały.

Jednego dnia wybieram jogę, kiedy chcę się wyciszyć i rozciągnąć plecy po siedzeniu przy komputerze. Innym razem włączam Pilates albo bardziej intensywny trening cardio. Zdarzało mi się też odpalić zajęcia taneczne i, nie będę kłamać, poczuć się trochę jak na imprezie w salonie. Człowiek niby ćwiczy, a humor od razu robi się lepszy.

Fajne jest też to, że można dobrać długość treningu do swojego dnia. Mam tylko 10 minut? Proszę bardzo. Mam więcej czasu i energii? Mogę zrobić pełną sesję.

Apple Fitness +

i

Autor: Archiwum prywatne

Pierścienie aktywności naprawdę motywują

Nie spodziewałam się, że aż tak wkręcę się w zamykanie pierścieni aktywności. Apple Fitness+ mocno współpracuje z aplikacją Zdrowie i Apple Watchem, więc na bieżąco widzę liczbę spalonych kalorii czy czas ruchu.

Kiedy widzę, że do zamknięcia pierścienia brakuje mi naprawdę niewiele, łatwiej przekonać samą siebie do krótkiego treningu zamiast kolejnego odcinka serialu. Co ciekawe, odkąd regularnie korzystam z aplikacji, coraz częściej udaje mi się domykać dzienne cele!

Język? To nie problem

Wiem, że dla części osób treningi prowadzone po angielsku mogą być przeszkodą. Sama miałam takie obawy na początku. Ale instrukcje są bardzo proste, prowadzący dużo pokazują, a ćwiczenia tłumaczone są spokojnie i krok po kroku.

Po kilku treningach człowiek łapie rytm i właściwie wszystko staje się intuicyjne. Nawet osoby, które nie czują się pewnie z językiem, raczej sobie poradzą.

Korzystam wtedy, kiedy naprawdę potrzebuję ruchu

Najbardziej lubię to, że Apple Fitness+ sprawdza się w różnych momentach dnia. Kiedy nie mam czasu na klub fitness – robię szybki trening w domu. Kiedy jestem zmęczona albo przebodźcowana – włączam jogę albo relaksacyjną sesję i po prostu zwalniam.

Aplikacja nie wywiera presji i wyrzutów sumienia, gdy ćwiczę mniej. To coś w rodzaju spokojnego wsparcia, które przypomina, że nawet kilkanaście minut ruchu robi różnicę. I chyba właśnie dlatego z czasem stała się elementem mojej codzienności.

Apple Fitness +

i

Autor: Archiwum prywatne

Czy warto?

Apple Fitness+ w Polsce kosztuje 19,99 zł miesięcznie lub 159 zł rocznie. Usługę można udostępnić maksymalnie 5 innym członkom rodziny w ramach jednej subskrypcji. Moim zdaniem warto w nią zainwestować, szczególnie jeśli ktoś lubi wygodę i chce ćwiczyć na własnych zasadach. Apple Fitness+ nie zastąpi każdemu siłowni czy zajęć grupowych, ale dla mnie aplikacja stała się świetnym uzupełnieniem codziennej aktywności. 

To rozwiązanie dla ludzi, którzy chcą się ruszać, ale nie zawsze mają czas, siłę albo ochotę wychodzić z domu. A czasem właśnie taki trening między obowiązkami okazuje się tym, który najłatwiej utrzymać na dłużej.