Niskie temperatury, wiatr i ogrzewanie w pomieszczeniach to trio, które działa na włosy jak cichy sabotażysta. Pasma szybciej tracą wilgoć, skóra głowy bywa przesuszona, a końcówki zaczynają się buntować. Do tego dochodzi tarcie – szalik, golf, kaptur. Niby drobiazgi, a robią różnicę.
W efekcie nawet włosy, które jesienią wyglądały jak z reklamy, zimą potrafią stracić formę. Matowieją, puszą się bez powodu i trudniej je okiełznać. Brzmi znajomo? No właśnie.
Mycie i pielęgnacja. Mniej znaczy więcej
Zimą warto trochę zwolnić tempo. Codzienne mycie? Jeśli nie ma takiej potrzeby, lepiej odpuścić. Skóra głowy też potrzebuje chwili wytchnienia, a zbyt częste oczyszczanie tylko pogłębia problem przesuszenia.
Szampon powinien być łagodny, bez agresywnych detergentów. Odżywka to nie dodatek, tylko obowiązek – najlepiej taka, która faktycznie domyka łuskę włosa. Raz w tygodniu maska.
Czapka – wróg czy sprzymierzeniec?
To temat, który wraca co roku jak bumerang. Noszenie czapki niszczy włosy? Niekoniecznie. Dużo gorszy jest mróz, który atakuje je bez żadnej ochrony. Klucz tkwi w materiale i… zdrowym rozsądku.
Czapki z naturalnych tkanin, luźniejsze fasony, brak ciasnego ucisku – to robi robotę. Warto też pamiętać o jednym: mokre włosy i wyjście na mróz to proszenie się o kłopoty. Tu nie ma drogi na skróty.
Olejki, serum i domowe sposoby
Zimą włosy chłoną olejki jak gąbka. Kilka kropel na końcówki potrafi zdziałać cuda – wygładzić, dociążyć i dodać blasku. Nie trzeba przesadzać, bo łatwo o efekt odwrotny do zamierzonego.
Dobrze sprawdzają się też proste, domowe rozwiązania. Maska z dodatkiem oleju, płukanka ziołowa, ograniczenie gorącego powietrza z suszarki. Brzmi banalnie, ale właśnie takie drobiazgi budują efekt na dłuższą metę.
Dieta i dobre nawyki. Włosy to lubią
Nie da się ukryć – to, co na talerzu, ma znaczenie także dla kondycji kosmyków. Zimą częściej sięgamy po cięższe jedzenie, mniej pijemy, a to szybko odbija się na kondycji włosów. Woda, zdrowe tłuszcze, warzywa i regularność robią swoje, nawet jeśli efekty nie są widoczne z dnia na dzień.
Warto też dać włosom odpocząć od prostownicy i lokówki. Zimą są bardziej wrażliwe, więc każde dodatkowe ciepło działa jak dolać oliwy do ognia.
Pamiętaj, zima nie musi oznaczać katastrofy na głowie. To raczej test cierpliwości i uważności. Kto go zda, ten wiosną nie będzie ratował fryzury w panice, tylko po prostu zdejmie czapkę i z dumą zaprezentuje światu błyszczące, zdrowe kosmyki.