Śmierć Jesusa de Miguela na boisku. Jan Tomaszewski reaguje i przypomina swój dramat

2026-11-06 15:57

Śmierć 30-letniego Jesusa de Miguela wstrząsnęła całym piłkarskim światem. Hiszpański zawodnik zmarł w wyniku obrażeń odniesionych po zderzeniu z bramkarzem rywali. Tragiczną sytuację skomentował Jan Tomaszewski, zdaniem którego podobnych incydentów na murawie nie da się całkowicie wyeliminować. Legendarny kadrowicz sam doświadczył kiedyś niemal identycznego dramatu, przez który mógł stracić zdrowie, karierę, a nawet życie.

Do tego dramatycznego wypadku doszło w poniedziałkowy wieczór na zapleczu hiszpańskiej ekstraklasy, gdzie drużyna CD Tenerife podejmowała FC Andorra. W doliczonym czasie spotkania golkiper przyjezdnych, Jesus Owono, wyskoczył do górnej piłki i z całym impetem wpadł na atakującego gospodarzy, uderzając go kolanem prosto w klatkę piersiową. Poszkodowany 30-letni Jesus de Miguel runął na murawę, a służby medyczne zdiagnozowały u niego zatrzymanie akcji serca. Choć na boisku błyskawicznie podjęto reanimację i przetransportowano gracza do szpitala, jego życia nie udało się uratować i zmarł kolejnego dnia o poranku. Okoliczności tragedii bada teraz policja, prowadząc postępowanie pod kątem nieumyślnego spowodowania śmierci. W ostatnim pożegnaniu zawodnika uczestniczyły tysiące żałobników, a wśród nich znaleźli się między innymi trener hiszpańskiej kadry Luis de la Fuente oraz szef Realu Madryt Florentino Perez.

QUIZ. Nieżyjące ikony polskiego sportu. Dopasuj dyscyplinę do zawodnika. Same wielkie sławy
Pytanie 1 z 20
Dyscyplina, w której wielkie sukcesy odnosił Lucjan Brychczy, to:

Jan Tomaszewski komentuje śmierć piłkarza w Hiszpanii i broni bramkarza

Głos w sprawie wstrząsających doniesień z Półwyspu Iberyjskiego zabrał wybitny przed laty bramkarz polskiej kadry, Jan Tomaszewski. Były sportowiec uważa, że bramkarz nie ponosi winy za ten wypadek, gdyż tego typu starcia są po prostu nieodłącznym elementem współczesnej piłki nożnej.

„Moim zdaniem nie da się temu przeciwdziałać. Dlaczego? Dlatego, że bramkarz musi być tym czwartym albo piątym obrońcą” - uważa Jan Tomaszewski.

Znakomity przed laty golkiper wrócił pamięcią do mrożących krew w żyłach chwil z własnej przygody z futbolem, co doskonale pokazuje, z jak ogromnym niebezpieczeństwem mierzą się piłkarze na boisku.

„Graliśmy mecz w Sao Paulo z Brazylią przed mistrzostwami świata. Grałem wtedy jako jedyny bramkarz na szesnastym metrze, gdy atakowaliśmy. Jeśli przeciwnik zagrał długą piłkę, zawsze miałem do niej bliżej niż goniący ją napastnik i mogłem ją wybić nogą lub głową” - wspomina.

Przeczytaj także: Nowy stadion Rakowa Częstochowa. Zaskakująca deklaracja władz miasta

Jan Tomaszewski wspomina groźny wypadek z meczu z Brazylią

W trakcie jednego z boiskowych starć doszło wówczas do bardzo niebezpiecznej kolizji.

„Brazylijczycy przechwycili piłkę i zagrali długie podanie. Wybiegłem na trzydziesty metr i odchylając się, wybiłem piłkę głową. Napastnik w tym impecie nie zdążył zahamować i uderzył mnie w splot słoneczny. Straciłem przytomność, na boisku pojawiła się karetka” - opowiada Tomaszewski. „Do dzisiaj mam ślad po tym uderzeniu. Przyjechałem do kraju półprzytomny i miałem półtora czy dwa miesiące przerwy”.

Były reprezentant kraju zaznacza, że brazylijski piłkarz nie działał z premedytacją, a cała sytuacja była po prostu niezwykle pechowym zbiegiem okoliczności.

„Zawodnik nie chciał tego zrobić, po prostu w pędzie wpadł na mnie barkiem. To jest to samo, co uderzenie kolanem. Mogłem zakończyć karierę po takim faulu, ale to jest ryzyko zawodowe i trzeba to brać pod uwagę” - podkreśla.

Jan Tomaszewski nie ma wątpliwości, że w przyszłości będziemy oglądać coraz więcej takich zderzeń, jednak wyraża głęboką nadzieję, iż nie przyniosą one równie tragicznych konsekwencji.

- Wielka tragedia się stała. Jego serce nie wytrzymało. To jest ryzyko zawodowe, które trzeba wkalkulować w ten sport. Ja bym bramkarza nie winił - podsumowuje Tomaszewski.