Szkoleniowiec Niels Frederiksen po przegranym 1:3 starciu czwartej kolejki Ligi Europy z Benfiką Lizbona przyznał, że zarówno sztab, jak i sami zawodnicy Lecha Poznań nastawiali się na niezwykle wymagającą przeprawę. Duński trener zaznaczył jednak, że jego podopieczni nie przestraszyli się wyżej notowanego przeciwnika. „Spodziewaliśmy się, że możemy szybko stracić bramkę (gol padł już w 6. minucie - red.), dlatego w pierwszej połowie próbowaliśmy zachować zimną krew i nie dać sobie strzelić drugiego gola, bo to by nas zabiło” - powiedział Frederiksen podczas pomeczowej konferencji prasowej.
Śląsk Wrocław bez trenera po klęsce w Radomiu. Tąpnięcie w klubie
Pochodzący z Danii trener podkreślił, że przed wyjazdowym starciem w Lizbonie zdawał sobie sprawę z tego, że drużyna z Lizbony jako murowany faworyt od pierwszych minut chciała zdominować boiskowe wydarzenia. Według szkoleniowca zawodnicy Benfiki górowali nad graczami Lecha dynamiką oraz tempem rozgrywania akcji. Frederiksen dodał również, że nie zaskoczyły go korekty w pierwszej jedenastce portugalskiego zespołu.
Pomimo roszad personalnych Benfica zagrała w swoim stylu. My natomiast dopiero w drugiej połowie pokazaliśmy się z lepszej strony
Tak spotkanie podsumował szkoleniowiec „Kolejorza”.
Bilans Lecha Poznań po czterech rozegranych seriach gier w Lidze Europy to zaledwie jeden punkt wywalczony dzięki remisowi z Sunderlandem, co plasuje drużynę na przedostatniej lokacie w zestawieniu. Stawkę z maksymalnym dorobkiem 12 oczek otwiera właśnie Benfica. Z kolei Jagiellonia Białystok, czyli drugi polski reprezentant w tych rozgrywkach, zajmuje obecnie 29. miejsce, mając w dorobku trzy punkty zdobyte po wygranej z ekipą Ararat-Armenia.