Spis treści
- Marcin Ziółkowski w szczerej rozmowie opowiada o nieoczywistych metodach szkoleniowych defensora włoskiego klubu.
- Zajęcia na macie ukształtowały motorykę młodego zawodnika i pozwoliły mu dominować nad rówieśnikami podczas meczów.
- Rodzic utalentowanego gracza tłumaczy powody podpisania kontraktu na Półwyspie Apenińskim i odpowiada na zarzuty analityków piłkarskich.
- Edukacja oparta na dyscyplinie przyniosła wymierne efekty, a rodzina ma wobec swoich dzieci niezwykle ambitne zamiary.
Jan Ziółkowski trenował sztuki walki. Ojciec gracza AS Romy wyjaśnia
Marcin Ziółkowski odczuwa ogromną dumę z osiągnięć potomka, jednak jako człowiek sportów walki zachowuje pełen obiektywizm. Prowadzenie kariery dzieci traktuje jako trudny obowiązek rodzicielski. Obecna forma fizyczna defensora wynika wprost z treningów innych dyscyplin, nieskojarzonych dotychczas z futbolem. Szczegóły tych zajęć ojciec zawodnika opisał w rozmowie z "Super Expressem".
Przeczytaj także: Flavio Paixao szokuje wpisem o Dubaju. Internauci nie zostawili na nim suchej nitki
- Ja nie uczyłem Janka, dlatego, że uważam, że to nie jest dobra rzecz, żeby ojciec uczył własne dzieci, ale Janek ćwiczył aikido u jednego z moich instruktorów przez 6 lat i trenował boks. Janek jest bardzo dokładny w tym, co robi - podkreśla Marcin Ziółkowski.
Były trener wprost przyznaje, że skrupulatność wyniesiona z maty daje wymierne efekty podczas włoskich rozgrywek.
- Myślę, że sztuki walki, aikido czy boks, dały mu przy jego wzroście bardzo dobrą koordynację ruchową. Drugi syn, który jest siatkarzem, też ćwiczył i ma 206 cm wzrostu, i jak na takie warunki jest też bardzo dobrze skoordynowany. Uważam, że to zasługa sztuk walki - dodaje.
Skąd wzięła się fascynacja japońską sztuką samoobrony u starszego Ziółkowskiego? Głównym bodźcem do rozpoczęcia ćwiczeń okazała się kariera znanego gwiazdora filmów sensacyjnych.
Zobacz też: Zaskakujący ruch posłów PiS w Sejmie. Karol Nawrocki zareaguje?
- To ja jestem "dzieckiem" Stevena Seagala, a Janek nawet nie wiedział, kto to jest - śmieje się Ziółkowski.
Dlaczego Jan Ziółkowski trafił do AS Romy? Odrzucił osiem ofert
Przejście z rodzimej ligi do włoskiej elity stanowi gigantyczne wyzwanie, jednak stoper podchodzi do niego z ogromną swobodą. Ojciec przypisuje ten spokój charakterystyce dzisiejszej młodzieży. W letnim oknie transferowym Polak budził wielkie zainteresowanie, lecz najciekawszą wizję przedstawił mu klub z Rzymu.
- Janek miał osiem ofert latem. Oczywiście priorytetem była gra w Legii, ale Roma przedstawiła dla nas w stu procentach konkretny plan. Dostaje minuty, więc Roma realizuje to, co nam powiedziała - wyjaśnia ojciec piłkarza.
Były szkoleniowiec od zawsze uczył swoich potomków bezwzględnego posłuszeństwa wobec twardych reguł. Dyscyplina stanowi dla niego jedyną gwarancję odniesienia sukcesu w sportowym świecie.
- Wychowuję ich w duchu takim, że 70% w sukcesie to jest praca, 25% to jest determinacja, a 5% to szczęście. Więc po prostu jeżeli jesteś czwartym, piątym obrońcą, pracuj. Na pewno dostaniesz szansę - uważa Ziółkowski.
Ryzykowne wślizgi obrońcy AS Romy. Ojciec Jana Ziółkowskiego odpowiada krytykom
Znakiem rozpoznawczym młodego gracza na boiskach stały się ostre interwencje w defensywie. Zdaniem ekspertów takie zachowanie przynosi drużynie zbyt duże straty. Marcin Ziółkowski kategorycznie ucina te spekulacje i broni decyzji potomka.
- Proszę pamiętać, że to zawodnik na boisku wie, czy to jest ryzykowne, czy nie. Oczywiście może się pomylić, ale to on kalkuluje to ryzyko. Jak rozmawiałem z Jankiem, mówił: "wiedziałem, co robię". Jeżeli w meczu miał pięć wślizgów i pięć zrobił dobrze, to ja nie za bardzo rozumiem, o co rozmawiamy - stanowczo komentuje Marcin Ziółkowski.
Rodzina na co dzień żyje sportową rywalizacją na najwyższym poziomie. Młodszy brat piłkarza zdobywa obecnie doświadczenie w siatkarskim zespole z Radomia. Głowa rodziny liczy na wspólne występy obu synów w strojach z orzełkiem na piersi w swoich koronnych dyscyplinach.
- Gdyby obaj grali w kadrze Polski w piłce i w siatce, to byłoby coś pięknego. Wtedy stwierdzę, że dowieźliśmy cele - podsumowuje.