Emocje sięgnęły zenitu w Derbach Warszawy! Legia pokonana na własnym parkiecie

To był prawdziwy rollercoaster emocji na warszawskim Torwarze! W prestiżowym derbowym starciu Dziki Warszawa pokonały Legię 92:77, choć początek meczu wcale tego nie zapowiadał. Gospodarze szybko objęli prowadzenie, ale to goście po zaciętej walce ostatecznie odwrócili losy spotkania, umacniając swoją pozycję w ligowej czołówce.

Koszykarz Legii rzuca do kosza podczas Derbów Warszawy. O wygranej Dzików na Torwarze przeczytasz na Eska2.
Autor: Marcin Bodziachowski / legiakosz.com/ Materiały prasowe

Derby Warszawy dla Dzików! Legia pokonana na Torwarze

Emocje w hali COS Torwar sięgnęły zenitu! W derbowym pojedynku koszykarzy to Dziki Warszawa okazały się lepsze, pokonując Legię Warszawa 77:92. Dla legionistów to już druga porażka w tym sezonie ligowym, która ma spore znaczenie dla układu sił w czołówce tabeli.

Stawka meczu była ogromna. Obie stołeczne drużyny podchodziły do spotkania z identycznym bilansem trzech zwycięstw i jednej porażki. Zwycięzca mógł więc umocnić swoją pozycję w ligowej elicie, a przegrany musiał liczyć się ze spadkiem w rankingu.

Mocny start gospodarzy

Początek spotkania zapowiadał, że to Legia będzie dyktować warunki na własnym parkiecie. Gospodarze szybko objęli prowadzenie 4:0 po celnych rzutach Michała Kolendy i Gyorgy'ego Golomana. W połowie pierwszej kwarty, po trafieniu za trzy punkty Markusa Ilvera, legioniści prowadzili już 14:6, zmuszając trenera Dzików do wzięcia przerwy.

Mimo chwilowego impasu i kilku niecelnych rzutów z obu stron, ostatecznie to gospodarze wygrali tę część meczu 21:17, dając swoim kibicom nadzieję na zwycięstwo w prestiżowym starciu.

Przebudzenie Dzików i przejęcie kontroli

Druga kwarta to zupełnie inna historia. Dziki ruszyły do ataku, a efektowny wsad Krzysztofa Kempy po udanym przechwycie doprowadził do remisu 21:21. Chwilę później goście po raz pierwszy wyszli na prowadzenie i nie oddali go już do końca pierwszej połowy.

Trener Legii, Heiko Rannula, dwukrotnie prosił o czas, próbując zatrzymać rozpędzających się rywali. Na nic się to zdało. Po celnych rzutach z dystansu Austina Luke’a i Krzysztofa Kempy, Dziki kontrolowały przebieg gry, schodząc na przerwę z prowadzeniem 42:39.

Rollercoaster emocji po przerwie

Po powrocie na parkiet Legia rzuciła się do odrabiania strat. Dzięki świetnej grze Argustera Danielsa, który seryjnie trafiał spod kosza, „Zieloni Kanonierzy” nie tylko dogonili rywali, ale i wyszli na prowadzenie 53:47. Wydawało się, że gospodarze wrócili na właściwe tory.

Dziki miały jednak inne plany. Końcówka trzeciej kwarty należała bezdyskusyjnie do nich. Celne rzuty za trzy punkty w wykonaniu Grzegorza Kamińskiego i Austina Luke’a sprawiły, że przed ostatnią odsłoną goście prowadzili już 66:57, całkowicie odwracając losy spotkania.

Ostatnia prosta pod dyktando gości

Czwarta kwarta była prawdziwym popisem Dzików. Rozpoczęli ją od dwóch celnych „trójek” Grzegorza Kamińskiego, błyskawicznie powiększając przewagę do piętnastu punktów. Legioniści próbowali jeszcze poderwać się do walki, a straty zmniejszał celnymi rzutami Michał Kolenda, ale goście w pełni kontrolowali sytuację na parkiecie.

Efektowny wsad Quanterriusa Jacksona na dwie minuty przed końcem praktycznie przesądził o losach meczu. Ostatecznie Dziki Warszawa zwyciężyły 92:77, notując cenne zwycięstwo w derbowym starciu.

Legia Dziki
Autor: Marcin Bodziachowski / legiakosz.com/ Materiały prasowe

Oni błyszczeli na parkiecie

W zespole Legii Warszawa absolutnym liderem był Arguster Daniels, który zdobył 23 punkty. Wspierali go Gyorgy Goloman i Michał Kolenda (obaj po 13 punktów). To było jednak za mało na dobrze dysponowanych rywali.

Zwycięstwo Dzikom zapewniła gra zespołowa. Aż pięciu zawodników zanotowało dwucyfrową zdobycz punktową. Najskuteczniejszy był Krzysztof Kempa (17 punktów), a tuż za nim uplasowali się Grzegorz Kamiński (15 punktów), Austin Luke (14 punktów), Quanterrius Jackson (12 punktów) i Makai Ashton (11 punktów).

Sonda
Lubisz koszykówkę?
JAN TOMASZEWSKI KRYTYKUJE LEWANDOWSKIEGO I TRENERA LECHA