Spis treści
Andrzej Beya-Zaborski pierwsze kroki na scenie stawiał pod koniec lat 70., debiutując w Białostockim Teatrze Lalek. Zagrał w wielu spektaklach, a później widzowie pokochali go również na małym i dużym ekranie. Jego śladem poszła także córka.
Nie żyje Andrzej Beya-Zaborski. Słynny komendant z "U Pana Boga..." był cenionym artystą
Aktor odszedł w wieku 75 lat po długiej walce z chorobą. Jako pierwszy informację tę przekazał Białostocki Teatr Lalek, z którym zmarły współpracował przez blisko 50 lat. Beya-Zaborski, urodzony w Wałbrzychu, ogromnym sentymentem darzył Podlasie – stąd wywodziła się jego rodzina. Grywał głównie na białostockich scenach, ale można było go zobaczyć także w teatrach w innych zakątkach Polski.
Największą rozpoznawalność zdobył jako komendant Henryk Wołkołycki w produkcji „U Pana Boga za piecem” z 1998 roku. Sukces komedii sprawił, że Beya-Zaborski wystąpił także w kolejnych częściach: „U Pana Boga w ogródku” (2007), „U Pana Boga za miedzą” (2009) oraz „U Pana Boga w Królowym Moście” (2023).
Wystąpił w „Na dobre i na złe” i „Dniu świra”
Widzowie doskonale kojarzą go także z innych znanych produkcji. Andrzej Beya-Zaborski wystąpił chociażby w pierwszym odcinku serialu „Na dobre i na złe” (1999) jako sprawca wypadku. Gościł również w „Niani”, „Magdzie M.”, „Ojcu Mateuszu” i „Barwach szczęścia”. W „Kryminalnych” po raz kolejny wcielił się w komendanta policji.
ZOBACZ TEŻ: Zanim Andrzej Beya-Zaborski został aktorem, grał na perkusji. Muzyka była jego pierwszą miłością
Beya-Zaborski współpracował także z najwybitniejszymi w Polsce reżyserami filmowymi. Wystąpił m.in. w „Dniu świra” Marka Koterskiego, „Weselu” Wojciecha Smarzowskiego i „Janosiku. Prawdziwej historii” Agnieszki Holland. Jak często wspominał, role przychodziły do niego same – nigdy nie brał udziału w castingach i przebierał w ofertach.
Andrzej Zaborski - rodzina aktora. Córka poszła w jego ślady
Przez lata ogromnym wsparciem była dla niego żona, niezwiązana zawodowo ze sceną. Małżeństwo doczekało się dwojga dzieci: syna, który wybrał karierę prawniczą, oraz córki – Moniki Zaborskiej. Zdecydowała się pójść w ślady ojca i również została aktorką. Beya-Zaborski od początku odradzał jej ten wybór i choć był nawet jej nauczycielem, nie miała taryfy ulgowej z powodu nazwiska.
"Ja bardzo nie chciałem, żeby ona poszła w moje ślady, odradzałem, plułem, drapałem, gryzłem, ale nie umiałem wybić jej tego z głowy. Aktorstwo to cholernie trudny zawód i niewdzięczny, a szczególnie dla kobiet. Absorbuje dużo czasu i trzeba umieć wypośrodkować balans, bo można się zgubić. A jeśli jeszcze odbija palma i chce się zrobić tak zwaną karierę, czyli stać się zawodowym kretynem, to trzeba łapać strzępy normalnego życia, bo wsadzamy życie nasze i bliskich na bombę" - mówił w rozmowie z portalem przedsiębiorczepodlasie.pl w 2023 roku.