Tomasz Lipiński o głodowej emeryturze z ZUS. Lider Tiltu podał konkrety
Tomasz Lipiński, współzałożyciel legendarnych formacji Tilt oraz Brygada Kryzys, bez wątpienia należy do najważniejszych postaci w historii polskiego rocka. Uchodzi on za niekwestionowany symbol alternatywnego brzmienia, a zaledwie cztery lata temu, w 2020 roku, branża uhonorowała go prestiżowym Złotym Fryderykiem za wybitny wkład w rozwój kultury i wieloletnie osiągnięcia.
Niezwykle bogata kariera estradowa wcale nie gwarantuje jednak artyście finansowego bezpieczeństwa na jesień życia. Prawdę o swoich dochodach Lipiński ujawnił występu w podcaście Złota Scena. W rozmowie z Anną Jurksztowicz podsumował cztery i pół dekady aktywności zawodowej, nie unikając przy tym niezwykle bolesnego tematu zgromadzonych oszczędności.
Kwestia wyjątkowo niskich świadczeń dla gwiazd estrady od lat regularnie budzi ogromne emocje w mediach. W trakcie wywiadu mocno zaznaczył, że po transformacji ustrojowej w 1989 roku państwo całkowicie pominęło twórców w planowaniu zabezpieczeń socjalnych.
– Wszystkie systemy socjalne, jakie były budowane, właściwie nas nie obejmowały. Jakby nas nie było. Ludzie mówią, że mogliśmy odkładać. Po pierwsze: z czego? Pierwsze dwadzieścia lat mojego funkcjonowania, a może nawet i trzydzieści, było na bardzo skromnym pułapie materialnym. Tak naprawdę dopiero gdzieś w okolicy 2010 roku nasz OZZ [Organizacja Zbiorowego Zarządzania prawami autorskimi lub pokrewnymi - przyp. red.] zaczął wygrywać procesy z wielkimi nadawcami, którzy nie chcieli nam płacić. I wtedy nagle zaczęli płacić te wszystkie zaległe tantiemy wykonawcze, autorskie itd. Wtedy ja zacząłem zarabiać jakieś pieniądze – powiedział muzyk.
Lipiński wyjaśnił dodatkowo, że z widmem biedy w podeszłym wieku mierzy się cała rzesza jego rówieśników ze sceny. Większość z nich przez dziesięciolecia funkcjonowała wyłącznie w oparciu o umowy o dzieło. – Wiadomo, że mamy problem z emeryturą, bo nie pracowaliśmy na etatach, tylko na umowach o dzieło, więc te emerytury albo ich nie ma, albo są po prostu żałosne – wyznał szczerze w podcaście.
Piosenkarz boleśnie doświadczył systemowych absurdów w momencie, gdy złożył stosowne dokumenty w Zakładzie Ubezpieczeń Społecznych. Urzędnicze wyliczenia okazały się na tyle drastyczne, że muzyk zrezygnował z formalności. Przydzielona wypłata była tak kuriozalnie niska, że odbieranie jej uznał za całkowicie bezcelowe.
Ja na razie nie mam żadnej [emerytury], ponieważ mi w ZUS-ie powiedzieli, że są gotowi wypłacić mi trzysta kilkadziesiąt złotych, więc się chwilowo na nich obraziłem – podsumował Tomasz Lipiński.