Spis treści
Noc z 26 na 27 maja 1929 roku przyniosła bolesną i dziś nieco zapomnianą tragedię w artystycznym świecie. Zanim wybitny gwiazdor Eugeniusz Bodo stracił życie na Syberii w trakcie II wojny światowej, wcześniej cudem umknął śmierci. Podróżował autem z przyjaciółmi z teatru w kierunku Poznania. Po niemal stu latach wracamy do tego wstrząsającego incydentu.
Dramatyczna podróż gwiazd II RP. Eugeniusz Bodo kierował autem, które spadło z nasypu
Eugeniusz Bodo (właściwie Bogdan Eugeniusz Junod), urodzony w 1899 roku, zapisał się w historii jako charyzmatyczny, wybitnie utalentowany i budzący emocje artysta. Jego tragiczny koniec w sowieckim łagrze był przez lata zagadką, dodatkowo ukrywaną przez władze PRL-u. Mało kto pamięta, że wybitny gwiazdor cudem ocalał już wcześniej, ponad dekadę przed wybuchem wojny, w majową noc 1929 roku.
Wtedy to, zaraz po kolejnym obleganym przez widzów warszawskim spektaklu, Eugeniusz Bodo ruszył samochodem z czterema kolegami z popularnego teatru i kabaretu "Morskie Oko". Kiedy byli pod Łowiczem, doszło do makabrycznego wypadku. W kraksie zginął Witold Roland, o rok starszy od Bodo znajomy ze sceny.
"Ubiegłej nocy wyjechali samochodem z Warszawy do Poznania znani artyści teatru "Morskie Oko" Roland i Bodo w towarzystwie jeszcze trzech osób. O godz. 2 w nocy w odległości 3-4 km od Łowicza samochód, prowadzony przez p. Bodo, na ostrym zakręcie, jadąc z góry wpadł do rowu i przewrócił się do góry kołami, powodując śmierć p. Witolda Rolanda oraz ogólne lżejsze obrażenia pozostałych osób" - pisała "Gazeta Lwowska".
Tragiczna śmierć Witolda Rolanda na drodze. Kim był zmarły artysta?
Witold Roland (urodzony jako Konopka w 1898 roku) zginął na miejscu, m.in. w wyniku poważnego urazu kręgosłupa. Tragedia wywołała szok wśród stołecznych artystów, którzy doskonale znali jego teatralną rodzinę – aktorem był też jego ojciec, jak i matka oraz brat. Co ciekawe, Witold początkowo nie myślał o scenie. Wybuch wojny polsko-bolszewickiej zmusił go do przerwania studiów architektonicznych. Po wojnie nie wrócił już na uczelnię, wybierając deski Teatru Polskiego i sporadycznie występując poza stolicą, np. w Toruniu. Pochowano go obok ojca na Powązkach.
"Na nagłym zakręcie pod Łowiczem, nie oznaczonym żadnemi znakami, samochód wpadł w rów, poczem stoczył się z nasypu, wysokości 4 m, przewracając się do góry kołami. Na pomoc pospieszyli rybacy z pobliskiego stawu. Ś.p. Roland uległ złamaniu kręgosłupa. [...] Był on synem zmarłego niedawno wybitnego artysty teatrów warszawskich Teodora Konopki-Rolanda, liczył lat 32. Uczestniczył w walkach przeciw bolszewikom. Dosłużył się stopnia podchorążego W. P." - podsumował tragedię korespondent "Gazety Lwowskiej".
