Czy pamiętacie ten wyjątkowy dreszcz emocji, gdy z głośników po raz pierwszy popłynął hipnotyzujący głos Anny German w piosence Tańczące Eurydyki? Mało kto jednak wie, że ten absolutny klasyk polskiej estrady, który do dziś wywołuje w nas tak głębokie wzruszenie, na samym początku zaliczył spektakularną porażkę. Utwór, który kojarzymy wyłącznie z anielskim i pełnym melancholii wykonaniem, powstał w zupełnie innych okolicznościach. Dwa lata przed wielkim triumfem Anny German piosenkę tę zaśpiewał ktoś zupełnie inny. W 1962 roku na Festiwalu Młodych Talentów w Szczecinie na scenę wyszła Helena Majdaniec. Legendarna królowa polskiego bigbitu, znana z radosnych i dynamicznych przebojów, zaprezentowała premierowe wykonanie tego utworu.
Dlaczego wielki hit początkowo nikogo nie zachwycił?
Publiczność i jurorzy w Szczecinie przyjęli występ Heleny Majdaniec w całkowitym milczeniu. Dynamiczna i pełna energii wokalistka po prostu nie pasowała do tajemniczego, mitycznego klimatu kompozycji Katarzyny Gärtner. Utwór przeszedł bez echa i wydawało się, że na zawsze wyląduje w szufladzie zapomnianych piosenek. Na szczęście kompozycja ta potrzebowała po prostu kogoś, kto potrafiłby wydobyć z niej ukryty tragizm i nostalgię. Wszystko zmieniło się diametralnie w 1964 roku. To właśnie wtedy nuty trafiły w ręce młodej i niezwykle wrażliwej studentki geologii z Wrocławia, którą była Anna German.
Jak Anna German ocaliła tę piosenkę od zapomnienia?
Jej niespotykana skala głosu i unikalna interpretacja tchnęły w kompozycję zupełnie nowe życie. German pokazała piosenkę na Krajowym Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu, gdzie zdobyła drugą nagrodę w konkursie aktorsko-literackim. Prawdziwa eksplozja popularności i narodziny legendy nastąpiły jednak chwilę później na Międzynarodowym Festiwalu Piosenki w Sopocie. To tam, w kultowej Operze Leśnej, artystka wyśpiewała pierwsze miejsce, oczarowując międzynarodowe jury. Od tamtego momentu Tańczące Eurydyki stały się znakiem rozpoznawczym piosenkarki. Utwór zaczął regularnie pojawiać się na płytach gramofonowych, które Polacy kupowali z wypiekami na twarzach.
Dlaczego ta melodia wciąż rezonuje w naszych sercach?
Choć od tamtych wydarzeń minęło już ponad sześćdziesiąt lat, czar tego utworu wcale nie pryska. Nostalgia, jaką budzi ta kompozycja, przyciąga kolejne pokolenia artystów, którzy próbują zmierzyć się z tą legendarną interpretacją. Swoje wersje nagrywali tacy artyści jak Justyna Steczkowska czy Jacek Wójcicki. Młode talenty, jak Georgina Tarasiuk czy Katarzyna Sawczuk, również chętnie sięgały po ten utwór w popularnych programach telewizyjnych. Nawet Joanna Moro przypomniała tę melodię szerokiej widowni, wcielając się w rolę legendarnej artystki w popularnym serialu biograficznym. Każda z tych prób pokazuje, jak głęboko ten utwór zakorzenił się w naszej narodowej pamięci. Żadnemu z późniejszych wykonawców nie udało się jednak w pełni odtworzyć tego unikalnego, mglistego klimatu z lat sześćdziesiątych. Głos Anny German miał w sobie coś tak nieziemskiego, że do dziś potrafi przenieść nas w czasie do czasów, gdy muzyka miała prawdziwą duszę.