Wszyscy znamy to potężne, oparte na klawiszach wejście, które natychmiast przenosi nas do czasów młodości, gdy śpiewanie tego utworu było manifestem wolności. Czy wiedzieliście jednak, że jeden z najważniejszych hymnów w historii polskiego rocka oficjalnie istniał w radiu przez zaledwie czterdzieści osiem godzin?
Dlaczego cenzura bała się "Preżyj to sam"?
Lombard nagrał ten kultowy utwór w studiu Radia Szczecin w bardzo gorącym okresie naszej historii. Tekst Andrzeja Sobczaka powstawał w ogromnym gniewie na szarą, duszną rzeczywistość stanu wojennego. Miał za zadanie obudzić Polaków z marazmu i zmusić do głośnego wyrażania własnego zdania. Emisja piosenki zbiegła się w czasie z ponownym uruchomieniem radiowej Trójki wiosną 1982 roku. Dokładnie pierwszego kwietnia utwór popłynął z głośników w tysiącach polskich domów. Słuchacze natychmiast zakochali się w tym potężnym, niezwykle melodyjnym buncie. Władza zareagowała błyskawicznie, ponieważ już po dwóch dniach piosenka została całkowicie zdjęta z anteny na żądanie cenzury. Co gorsza, urzędnicy podjęli decyzję o prawdopodobnym fizycznym zniszczeniu taśmy z nagraniem. Utwór miał po prostu zniknąć z ludzkiej pamięci i nigdy więcej nie wybrzmieć w eterze.
Jak utwór przetrwał bez radia?
Nagłe usunięcie z anteny i brak obecności na oficjalnych listach przebojów mogły zabić każdą inną kompozycję. W przypadku Lombardu zadziałał jednak niesamowity, oddolny mechanizm, który połączył zbuntowane pokolenie. Polacy zaczęli przekazywać sobie amatorskie nagrania na kasetach magnetofonowych. Piosenka stała się legendą właśnie dlatego, że władza tak bardzo próbowała ją uciszyć. Każdy kolejny koncert zespołu gromadził tłumy, które śpiewały legendarne słowa ramię w ramię z muzykami. Okazało się, że zniszczenie radiowej taśmy nie było w stanie wymazać melodii z serc słuchaczy. Oficjalnie utwór ocalał dzięki wersji koncertowej zarejestrowanej nieco później przed żywiołową publicznością. Znalazł się on na kultowym albumie koncertowym grupy wydanym w 1983 roku. To właśnie to energetyczne wykonanie na żywo zdefiniowało brzmienie tamtych lat.
Co sprawia, że wciąż nas porusza?
Dziś "Przeżyj to sam" brzmi równie świeżo i potężnie jak ponad cztery dekady temu. Charakterystyczna kompozycja Grzegorza Stróżniaka natychmiast wywołuje u starszych słuchaczy gęsią skórkę i lawinę wspomnień. To brzmienie kojarzy się z czasami, kiedy muzyka niosła realną nadzieję na zmiany. Nostalgia, która towarzyszy nam przy tym utworze, to nie tylko zwykła tęsknota za minioną młodością. To także wspomnienie niesamowitej solidarności, jaką potrafił wywołać jeden genialnie napisany refren. Lombard stworzył dzieło absolutnie odporne na upływ czasu. Współczesne spory wokół wykorzystywania tej piosenki tylko potwierdzają jej niezwykłą, niegasnącą siłę. Choć świat wokół nas mocno się zmienił, uniwersalne przesłanie o niebyciu biernym widzem pozostaje bolesne aktualne. Każdy z nas wciąż chce przecież przeżyć swoje życie najlepiej, jak potrafi.