Krzysztof Krawczyk i cena amerykańskiego snu
Wyjazd do Stanów Zjednoczonych w 1979 roku miał być dla Krzysztofa Krawczyka i Haliny Żytkowiak początkiem nowego, lepszego życia. To ona namówiła męża na opuszczenie Polski, wierząc, że za oceanem czeka ich sława i luksusy. Rzeczywistość okazała się jednak brutalna. Wielka scena amerykańskiego show-biznesu pozostała poza ich zasięgiem, a stawki za koncerty nie wystarczały na godne życie. Krawczyk, wielka gwiazda polskiej piosenki, musiał dorabiać na budowie, by utrzymać rodzinę. Długie godziny spędzone w pocie czoła i tęsknota za dawnym życiem coraz bardziej go przytłaczały, ale ufał żonie i wierzył, że to tylko tymczasowe trudności.
Co działo się w domu Krzysztofa Krawczyka, gdy ten pracował na budowie?
Podczas gdy artysta ciężko pracował, jego żoną i małym synem miał opiekować się przyjaciel rodziny. Ktoś, komu Krzysztof Krawczyk ufał bezgranicznie. Z czasem jednak ten mężczyzna zaczął spędzać z Haliną coraz więcej czasu. Piosenkarz, zmęczony po całym dniu fizycznej pracy, początkowo nie dopuszczał do siebie złych myśli. Trudno było mu podejrzewać, że w jego własnym domu, za jego plecami, rozgrywa się dramat. Miłość, dla której poświęcił swoje pierwsze małżeństwo i dla której opuścił Trubadurów, była wystawiana na próbę, a on sam pozostawał tego zupełnie nieświadomy.
Krzysztof Krawczyk usłyszał prawdę od najmniej oczekiwanej osoby
Prawda okazała się ciosem, po którym artysta długo nie mógł się podnieść. O tym, że żona zdradza go z przyjacielem, Krzysztof Krawczyk dowiedział się od własnego, kilkuletniego syna. To był moment, w którym jego świat runął. Został zdradzony podwójnie – przez kobietę, którą kochał, i przez człowieka, którego uważał za bliskiego. Ból był tak wielki, że niemal go sparaliżował.
Wpadłem w totalną depresję. Siedziałem w zaciemnionym pokoju i mogłem słuchać tylko Beethovena
– wyznał po latach w jednym z wywiadów. Miłość, która miała być spełnieniem marzeń, stała się źródłem jego największego cierpienia.
Blizna, którą Krzysztof Krawczyk nosił do końca
Małżeństwo z Haliną Żytkowiak nie przetrwało tej próby. Ich drogi rozeszły się na zawsze, a ona na stałe osiadła w USA. Krzysztof Krawczyk wrócił do Polski, jednak piętno zdrady pozostało w nim na długo. Po latach dał mu upust w jednym ze swoich największych przebojów, nagranym z Goranem Bregoviciem. Piosenka "Mój przyjacielu" była dla niego formą rozliczenia z bolesną przeszłością. "Była to piosenka o fałszywej przyjaźni. Nie, nie z mojej strony. Ja dałem wszystko, co miałem, z wyjątkiem żony. A i tak ją sobie zabrał" – pisał na swojej stronie internetowej, potwierdzając, że historia opowiedziana w utworze nie była fikcją.