Marika szczerze o macierzyństwie. Po narodzinach bliźniaków musiała szukać pomocy

2026-02-19 22:14

Prowadziła "The Voice of Poland" i nagle zniknęła. Marika, czyli Marta Kosakowska, zamieniła błysk fleszy na domowe zacisze, ale scenariusz, jaki napisało jej życie, okazał się thrillerem. Wokalistka otworzyła się na temat bliźniaczej ciąży i traumy, która odebrała jej to, co najcenniejsze – głos. Czy żałuje decyzji o zejściu ze sceny?

Marika z synami

i

Autor: Akpa/ AKPA

Gdzie zniknęła Marika? Scenariusz napisało samo życie

Wszyscy pamiętamy energetyczną dziewczynę z warkoczami, która swoim hitem "Moje serce" zdobyła listy przebojów, a potem z wdziękiem prowadziła "The Voice of Poland". Wydawało się, że jej kariera nabiera tempa, ale nagle wokalistka zeszła ze sceny. Okazuje się, że Marta Kosakowska postanowiła zmienić priorytety i skupić się na rodzinie. Rzeczywistość jednak szybko zweryfikowała jej wyobrażenia, serwując emocjonalny rollercoaster, na który nie była gotowa.

Szczere wyznanie o macierzyństwie. To nie była sielanka

Wokalistka wzięła udział w podcaście "Bliżej" portalu Mamadu.pl, gdzie bez owijania w bawełnę opowiedziała o cieniach podwójnego macierzyństwa. Choć bardzo pragnęła dzieci, zderzenie z nową rolą było brutalne. Marika przyznaje wprost, że pierwsze dwa lata z bliźniakami to luka w pamięci, wypełniona skrajnymi emocjami.

Ja pragnęłam macierzyństwa, to na pewno. Ale kompletnie nie zdawałam sobie sprawy z tego, jak duże zmiany zajdą w moim życiu, jak bardzo się wszystko pozmienia i że tego starego życia już nie będzie w zasadzie. Mam taką szczątkową pamięć z pierwszych dwóch lat mojego macierzyństwa, bo wydaje mi się, że to było tak trudne, że tam po prostu trauma goni traumę, przekroczenie przekroczenie

Dramatyczne chwile u lekarza. Radość mieszała się ze łzami

Informacja o ciąży bliźniaczej była dla artystki ogromnym wstrząsem, spotęgowanym przez reakcję lekarza wykonującego USG. W rozmowie z Natalią Hołownią i Martyną Wyrzykowską gwiazda wyznała, że mina specjalisty początkowo ją przeraziła. Strach miał jednak głębsze podłoże – w jej rodzinie zdarzyła się już podobna historia, która zakończyła się tragicznie.

- Poszłam na USG sama. Pan doktor patrzy w ekran i nagle mu czoło marsowieje, mina rzednie, więc ja jestem przerażona i zadaję pytanie, co się dzieje, czy ten człowiek dobrze wygląda... Pan doktor chwilę jeszcze wstrzymuje akcję, po czym odwraca ku mnie ekran i mówi: "Ten człowiek wygląda bardzo dobrze, ale ten drugi również". I w tym momencie ja zaczynam płakać i jest to mieszanina ulgi, że nie straciłam ciąży, z szokiem, że jest jakiś drugi człowiek, i też z lękiem, bo w mojej rodzinie była ciąża bliźniacza, która skończyła się narodzinami dzieci, które niestety żyły tylko kilka dni

Głos odmówił posłuszeństwa. Konieczna była pomoc psychiatry

Stres związany z opieką nad dwójką maluchów odbił się na zdrowiu artystki w najgorszy możliwy sposób - uderzył w jej narzędzie pracy. Kiedy chłopcy mieli półtora roku, Marika doświadczyła silnych stanów lękowych. Organizm zareagował somatycznie, blokując jej możliwości wokalne. Konieczna okazała się wizyta u psychiatry i farmakologia, by wrócić do równowagi.

Jak dzieci miały półtora roku, przydarzył mi się pierwszy w życiu taki poważny stan lękowy, który dotknął obszaru dla mnie bardzo cennego, a mianowicie emisji głosu, śpiewania. Straciłam cały rejestr piersiowy, mogłam mówić tylko taką histeryczną górką, nie mogłam w ogóle śpiewać… (...) I tak oto wylądowałam na kozetce pierwszy raz w życiu u psychiatry i dostałam leki przeciwlękowe, przeciwdepresyjne. Wygrzebywałam się z tego jakieś pół roku. Leki zadziałały, przebudowaliśmy dużo rzeczy w naszym funkcjonowaniu domowym

Wcześniaki i walka z czasem na porodówce

Również sam finał ciąży był daleki od spokojnego oczekiwania na termin. Synowie Mariki, Janek i Karol, postanowili pojawić się na świecie znacznie wcześniej. Wokalistka wspomina, że wody odeszły jej o 6:00 rano w 32. tygodniu ciąży. Mimo prób zahamowania akcji przez lekarzy, natura wzięła górę.

Jakież było moje zaskoczenie, kiedy na starcie 32 tygodnia o 6:00 rano odeszły mi wody i w popłochu, bez spakowanej żadnej torby, musiałam się udać do szpitala, w którym 10 godzin hamowano postępujący poród i w końcu do niego wieczorem doszło, bo nie udało się, mimo różnych medykamentów i procedur, zahamować sił natury. To nie tylko było przerażające i zaskakujące dla mnie, dla mojego męża również, ale też to zmieniło moje macierzyństwo

Kariera zeszła na drugi plan

Decyzja o zniknięciu z mediów była w pełni świadoma. Marika musiała "wrzucić na luz", by w ogóle móc zajść w ciążę. Dziś, z perspektywy czasu, artystka widzi konsekwencje tamtych wyborów. Choć zrezygnowała z prowadzenia programu w najlepszym czasie antenowym, zrobiła to dla zdrowia i marzenia o dziecku.

Żeby zajść w ciążę, co mi się nie udawało przez kilka lat, dałam krok w tył. Ja przecież zrezygnowałam z prowadzenia programu w Prime Time, w telewizji, bo po naradzie z mamą uznałyśmy, że po prostu jestem w stresie, że jestem ciągle na diecie, że powinnam sobie dać trochę luzu, spokoju, pojeść masełka i wychillować. No bo jak ma się zagnieździć we mnie jakieś rozkoszne stworzonko w momencie, kiedy ja mam tam niegościnne warunki. To była poważna decyzja. I zbieram jej konsekwencje do dziś. Bo już nie ma tego miejsca

JASIEK PIWOWARCZYK CHCE NA EUROWIZJĘ! ZWYCIĘZCA "THE VOICE OF POLAND" MÓWI WPROST