Spis treści
Gurłacz i Koterski na telewizyjnej murawie
Filip Gurłacz nie zamierza ukrywać, że rywalizacja w programie jest jak najbardziej realna, choć rozgrywana w duchu fair play. Aktor wprost przyznaje, że trafił na idealnego przeciwnika, z którym wzajemnie napędzają się do działania. W wywiadzie dla "Super Expressu" użył niezwykle barwnego porównania, twierdząc, że przy Miśku Koterskim czuje się jak Ronaldo przy Messim. To jasny sygnał dla widzów: szykuje się pojedynek gigantów, gdzie jeden ciągnie drugiego w górę, zamiast podstawiać nogi.
Misiek jest wymarzonym rywalem dla mnie. (…) Ja się przy Miśku czuję jak Ronaldo przy Messi. Dokładnie, że jest dwóch największych konkurentów, ale że jeden drugiego ciągnie do góry. Nie ma jakiejś takiej nieczystej gry.
Atmosferę na planie podgrzewa również prowadząca, Marzena Rogalska. Dziennikarka zauważa, że uczestnicy dwoją się i troją, by zdobyć punkty, a Filip Gurłacz próbuje nawet wyczytać odpowiedzi z jej twarzy. Gospodyni show ze śmiechem dementuje jednak, by dawała kapitanowi jakiekolwiek podpowiedzi, choć jego spojrzenia bywają bardzo wymowne.
Nie, nie podpowiadam mu, tylko tak patrzy. On tak patrzy na mnie, jakby chciał wyczytać, co jest w moich ustach. Przecież ja nie mogę ani jednego, ani drugiego faworyzować. Jemu się wydaje.
Emocje większe niż na ekranie
Dla Filipa Gurłacza udział w "Kocham Cię, Polsko!" to coś więcej niż tylko praca. Choć znał format z perspektywy widza, to dopiero wejście do studia uwolniło w nim prawdziwą euforię. Aktor nie kryje, że obecność na planie przerosła jego oczekiwania, zwłaszcza pod kątem spotykanych tam osobowości.
Ja znałem ten program i oczywiście była radość, natomiast ona nie była aż tak wielka do momentu, kiedy nie zjawiłem się na planie.
Dla mnie największą wartością tego programu jest to, że ja spotykam takich ludzi, że ich jest tyle, że spotykam moich idoli i idolki. Normalnie to by się w życiu nie zdarzyło.
Rodzinne wsparcie w teleturnieju
Mimo że jako kapitan nie ma pełnej władzy nad doborem składu swojej drużyny, Gurłacz ma już gotową wizję swojego "dream teamu". Gdyby mógł decydować, bez wahania postawiłby na najbliższą osobę. Aktor przyznał, że chętnie zaprosiłby żonę do drużyny, co z pewnością dodałoby rywalizacji rodzinnego pikanterii. Póki co jednak bawi się wyśmienicie w towarzystwie gwiazd zaproszonych przez produkcję.