Czy na dźwięk tych pierwszych, powolnych akordów i charakterystycznego, drżącego głosu Czesława Niemena przed Waszymi oczami nie stają natychmiast obrazy z dawnych lat? Piosenka Czy mnie jeszcze pamiętasz z 1964 roku to dla wielu z nas absolutny hymn młodości, miłości i pięknej melancholii, która potrafi wzruszyć do łez nawet po kilkudziesięciu latach. Choć znamy ten kultowy utwór na pamięć i potrafimy zanucić go o każdej porze nocy, mało kto zdaje sobie sprawę, że wiąże się z nim jedna z najbardziej niezwykłych historii w dziejach polskiej estrady.
Wszystko zaczęło się w mroźny, styczniowy dzień 1964 roku, gdy oczy całej Warszawy były zwrócone w jedno wyjątkowe miejsce. Do Polski przyjechała wtedy prawdziwa ikona światowego kina i muzyki, olśniewająca Marlene Dietrich. Miała dać serię wyczekiwanych koncertów w legendarnej Sali Kongresowej, a bilety na to wydarzenie rozchodziły się w mgnieniu oka. Jako rozgrzewacz publiczności przed wielką gwiazdą miał wystąpić popularny polski zespół Niebiesko-Czarni. Na scenie towarzyszył im młody, niezwykle utalentowany wokalista z bujną czupryną, Czesław Niemen, który dopiero budował swoją wielką legendę.
Co wydarzyło się za kulisami Sali Kongresowej?
Marlene Dietrich nie była artystką, która izolowała się od otoczenia i ignorowała innych wykonawców. Siedząc w swojej garderobie i przygotowując się do wyjścia na scenę, z uwagą przysłuchiwała się temu, co działo się na estradzie podczas prób i występów poprzedzających jej wyjście. Kiedy usłyszała pierwsze takty skomponowanej przez Niemena ballady, dosłownie zamarła z zachwytu. Ta niezwykła melodia, pełna słowiańskiego żalu, tęsknoty i głębokiej nostalgii, natychmiast chwyciła ją za serce. Gwiazda podjęła błyskawiczną decyzję, która zaskoczyła wszystkich jej współpracowników. Postanowiła, że musi mieć tę piosenkę w swoim własnym, międzynarodowym repertuarze i to jak najszybciej.
Ile była warta ta niezwykła kompozycja?
Dietrich nie zwlekała ani chwili i zaraz po zakończeniu występów osobiście skontaktowała się z polskim zespołem. Zaproponowała odkupienie praw autorskich do melodii, co w tamtych szarych realiach było wydarzeniem bez precedensu. Dla młodego Niemena spotkanie z taką legendą kina już samo w sobie było gigantycznym wyróżnieniem. Bez wahania zgodził się na propozycję i podpisał odpowiednie dokumenty, dając zielone światło zagranicznej karierze swojego utworu. Za swoją część autorskiej stawki otrzymał wówczas równe dwieście dolarów. W realiach Polski Ludowej była to całkiem pokaźna suma i solidny zastrzyk gotówki dla początkującego twórcy, ale prawdziwa wartość tej transakcji kryła się w czymś zupełnie innym.
Jak potoczyły się dalsze losy tej melodii?
Niemiecka gwiazda dotrzymała słowa i tchnęła w polską kompozycję zupełnie nowe, niezwykle poruszające życie. Napisała do niej własny, bardzo osobisty tekst w swoim ojczystym języku. Utwór zyskał tytuł Mutter, hast du mir vergeben, co w wolnym tłumaczeniu oznacza Mamo, czy mi wybaczyłaś. W jej wykonaniu piosenka stała się dramatycznym, pełnym emocji wyznaniem, które poruszyło słuchaczy na całym świecie i dało polskiej kompozycji międzynarodowy rozgłos. Dzięki tej niezwykłej historii skromna melodia stworzona w Polsce trafiła na największe światowe sceny muzyczne. Za każdym razem, gdy słyszymy oryginalne wykonanie Niemena, warto przenieść się myślami do tamtej magicznej nocy w Warszawie, która połączyła dwa wielkie i niezapomniane talenty.