Oszukali cenzurę PRL tym hitem. Za „Białym krzyżem” stoi bolesny dramat rodzinny

2026-09-08 16:24

To znacznie więcej niż tylko poruszająca ballada o bezimiennych bohaterach. „Biały krzyż” był w rzeczywistości genialnym fortelem, którym Krzysztof Klenczon przechytrzył cenzurę PRL, by opowiedzieć głęboko skrywaną, rodzinną historię.

Muzycy Krzysztof Klenczon i Seweryn Krajewski rozmawiają na scenie. O kulisach piosenki Biały krzyż przeczytasz na Eska2.
Autor: Krzysztof Oremus/SUPER EXPRESS Opole, 06.1969 r. VII Krajowy Festiwal Piosenki Polskiej w Opolu. Jacek Lech i Krzysztof Klenczon

Gdy w radiu rozbrzmiewają pierwsze akordy tej piosenki, w wielu polskich domach natychmiast zapada przejmująca cisza. Biały krzyż Czerwonych Gitar to nie tylko jeden z najpiękniejszych utworów w historii naszej muzyki, ale też genialny fortel, który sprytnie ominął komunistyczną cenzurę. Za tą podniosłą melodią kryje się bolesna, głęboko skrywana tajemnica rodzinna Krzysztofa Klenczona. Lider Czerwonych Gitar przez lata nosił w sercu osobisty dramat swojego ojca, Czesława, który był żołnierzem Armii Krajowej. Tuż po wojnie ojciec muzyka został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa, ale zdołał uciec z rąk oprawców. Przez kolejne jedenaście lat ukrywał się na Pomorzu pod zmienionym nazwiskiem, z dala od najbliższych.

Krzysztof miał zaledwie trzy lata, gdy stracił kontakt z tatą. Spotkali się ponownie dopiero jesienią 1956 roku, kiedy w kraju nastąpiła polityczna odwilż. Siostra gitarzysty wspominała później, że ojciec po powrocie zamykał się z synem w pokoju na całe noce. Przez długie godziny opowiadał mu o latach walki, ucieczce i życiu w ciągłym strachu, próbując nadrobić stracony czas.

Groby znanych polskich muzyków, cz 2. Kozidrak, Klenczon i gwiazdor Budki Suflera | Niezapomniani

Jak powstał tekst, który poruszył miliony Polaków?

Pod koniec lat sześćdziesiątych cenzura w PRL zaczęła przychylniej patrzeć na tak zwane wątki partyzanckie w sztuce. Klenczon uznał, że to jedyny moment, aby w końcu oddać muzyczny hołd swojemu ojcu oraz innym zapomnianym bohaterom. Skontaktował się z wybitnym tekściarzem Januszem Kondratowiczem, który napisał niezwykle poruszające słowa. Inspiracją dla autora był skromny, brzozowy krzyż bez żadnej tabliczki, na który natknął się podczas spaceru w zakopiańskim lesie. Kondratowicz stworzył tekst niezwykle uniwersalny, w którym nie pada ani jedno słowo o konkretnej formacji wojskowej. Brak jasnych odniesień do Armii Krajowej sprawił, że cenzorzy nie zorientowali się, o kogo naprawdę chodzi.

Dlaczego ta piosenka stała się legendą?

Dla polskich słuchaczy przekaz był czytelny od pierwszego usłyszenia. Każdy doskonale wiedział, o jakich bezimiennych bohaterach śpiewa łamiącym się głosem lider Czerwonych Gitar. Geniusz kompozytorski Klenczona polegał też na ukryciu w finale utworu motywu ze słynnej wojennej pieśni "Rozszumiały się wierzby płaczące". Ten subtelny zabieg muzyczny natychmiast wywoływał ciarki i łzy u ludzi, którzy pamiętali czasy wojny. W 1969 roku na festiwalu w Opolu utwór zdobył prestiżową nagrodę Ministerstwa Kultury i Sztuki. Był to niesamowity chichot losu, ponieważ komunistyczna władza oficjalnie nagrodziła pieśń dedykowaną żołnierzowi wyklętemu.

Gdzie podział się "Biały krzyż" na płytach?

Co ciekawe, ten wielki przebój nie trafił na wydany w tamtym okresie trzeci album studyjny Czerwonych Gitar. Cenzura i decydenci z Polskich Nagrań wciąż obawiali się zbyt silnego rażenia tego utworu. Piosenka ukazała się wtedy wyłącznie na małej płycie winylowej, czyli tak zwanym singlu. Na oficjalne wydanie na pełnym albumie fani musieli czekać aż do 1992 roku, gdy utwór trafił na kompaktową reedycję płyty. "Biały krzyż" do dziś pozostaje jednym z najbardziej poruszających hymnów pokoleniowych w historii polskiego rocka. Chociaż od tamtych wydarzeń minęły dekady, ta prosta ballada wciąż potrafi wywołać ogromne wzruszenie u kolejnych pokoleń słuchaczy.